NASZE DZIAŁANIA

muzeum
2014-02-11
MUZEUM, DOM, KULTURA – kilka uwag o miejscu idealnym
W słowie „muzeum” jest coś niedostępnego, jakieś wrażenie stałości, niezmienności. Nasz stosunek do tego typu instytucji manifestuje się także na naszych ciałach. Wkraczając w jego mury automatycznie usztywniają się nasze korpusy. Przyjmujemy nabożną, mszalna postawę. Powoli, ze schowanymi za plecami rękoma (pamiętając o nakazie nie dotykania eksponatów), przesuwamy się po labiryncie sal – byle dotrwać do końca, byle tylko znaleźć wyjście…

Szczęśliwie taki obraz polskiego muzealnictwa powoli się zmienia. Wraz z unijnymi środkami wkraczają nowe technologie i udogodnienia dla zwiedzających. Najważniejsze jednak by zmieniało się także nasze – muzealników – nastawienie do roli i funkcji tego typu instytucji. Musi zmienić się sposób narracji, problematyzowania rzeczywistości. W innym wypadku pozostaniemy tylko z nowoczesnymi gadżetami (tablety, aplikacje na smart fony, filmy 3D), które będą wykorzystywane do tych samych, zakurzonych historii. Idealne muzeum, jakkolwiek wiem, że wielu muzealnikom to się nie spodoba, powinno być takim współczesnym „domem kultury”, „centrum nowoczesności” (niezależnie od tego co jest tematem przewodnim stałej ekspozycji, czy sztuka najnowsza, czy też garncarstwo na Kociewiu). Muzea powinny nie poprzestawać wyłącznie na biernej interakcji z widzami/gośćmi. Samo patrzenie już nie wystarcza – nie tylko w związku z potrzebą udostępniania treści także osobom z niepełnosprawnością wzroku – czasami trzeba dotknąć by zrozumieć, posłuchać, ubrudzić się farbą.

Innymi słowy, muzeum, które nazwałbym idealnym musi spełniać funkcję agory, przestrzeni spotkań, do dyskusji, warsztatów, projektów interdyscyplinarnych, musi włączać wykluczonych z kultury, zaczepiać i animować. To co w nim pokazujemy powinno być przede wszystkim „rekwizytem”, początkiem, pretekstem, punktem wyjścia do dalszej opowieści. Inspirującym, niezwykłym, ciekawym – ale w dużej mierze może być takim dzięki treści, sensowi, kontekstowi, który mu nadamy... Same dla siebie byłyby tylko niepołączonymi „zdarzeniami”. Pomysłom jak rozbudować działania edukacyjne muzealników poświęcony była moja wizyta jako Latającego Socjologa w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie.

Kluczowym dla przeorientowania ich myślenia o swojej instytucji było określenie rzeczy pozornie najprostszej: „o czym jest to muzeum?”, co jest jego tematem i jaką wiedzę, umiejętności chcemy w odwiedzających nas osobach pozostawić? Bardzo często tak długo siedzimy zanurzeni w historii, artefaktach, przedmiotach, że tracimy zdolność do całościowego spojrzenia na nasze muzeum. Tymczasem, jak się bliżej zastanowić, Muzeum Początków Państwa Polskiego (MPPP) – z którego fantastyczną ekipą edukatorek i jednego edukatora miałem okazję współpracować– niekoniecznie jest tylko o dawnej historii Polski. Intensywne „bodźcowanie się”, pogłębiające każdą odpowiedź dodatkowe pytania, doszukiwanie się „dziury w całym” i nieoczywistości w oczywistym pozwoliło nam uelastycznić nasze myślenie o „poważnej” instytucji MPPP. Okazuje się, że nawet muzeum o tak zawężonej problematyce, jak MPPP może być miejscem niezwykłych, włączających współczesnych, opowieści. Muzeum i jego „temat” są pretekstem do snucia dalszych narracji, do dyskursywizowania przy pomocy rekwizytów, symboli, artefaktów czasów najnowszych. Grupa przekonała się, że miłość, walka o władzę, proste prace domowe, ruchy „miejskie”, seks i „salony piękności” istniały zawsze, i dlatego możliwym jest opowiadanie teraźniejszości przy pomocy rekwizytów z dawnych czasów oraz uczenie historii poprzez odwołania do lepiej znanych młodym ludziom kontekstów.

Uplastycznianie, uelastycznianie myślenia o rzeczach, tematach, problemach jest pierwszym zadaniem „nowego muzealnictwa” i taki też cel postawiłem sobie i moim gnieźnieńskim kolegom i koleżankom. Mam wrażenie, że taki proces się tam właśnie rozpoczął. Początek, państwo, Polska – to bardzo wdzięczne tematy do opracowania, do budowania debaty także o tym co dla dzisiejszych pokoleń jest najważniejsze. Co ważne jednak, istotne było, aby w tych „wielkich narracjach” nie zapominać o „małych historiach”, gdyż te są nierzadko ciekawsze, „prawdziwsze”, bliższe. HERstoria, codzienność, życie. Edukatorzy z MPPP podczas warsztatów przekonali się, że powinni mierzyć się także z tymi „małymi wielkimi” opowieściami. Muzeum idealne to muzeum z „wyobraźnią socjologiczną”. Uczące się dzięki kontaktowi z publicznością. Słuchające ich, by nie zostać w tyle w przekonaniu o swej nieomylnej eksperckości. Półtoragodzinny warsztat z młodzieżą licealną, dzielącą z gnieźnieńskimi muzealnikami jeden budynek, był tak naprawdę pierwszą próbą kontaktu i uzupełniał część podstawową „socjo-lotu”. Miał pokazać, jak można budować i uzupełniać naszą wiedzę o potrzebach i opiniach potencjalnej (lub faktycznej) publiczności. Dyskusja z młodzieżą miała zarówno charakter badawczy (bardzo wiele z usłyszanych wypowiedzi może być inspiracją lub podpowiedzią do kolejnych działań, tym razem dedykowanych ludziom starszym i młodzieży), jak i animacyjny. Licealiści odebrali ważną lekcję na temat zasad konstruowania programu oraz potrzeby konsultowania go ze społecznością. Przekonaliśmy się, że MPPP ma w młodych ludziach bardzo kreatywnego i aktywnego partnera, że można i należy włączyć ich do przyszłych, animujących szersze grupy mieszkańców miasta działań. Stworzenie mapy potencjalnych partnerów oraz zdiagnozowanie istniejących deficytów, które zrealizowali wspólnie Magda, Marta, Adam i Halina, może także nakierować muzealników na obszary dalszego rozwoju. Okazuje się, że w Gnieźnie brakuje miejsca gdzie ludzie mogą dyskutować o mieście, o „małej architekturze” albo kulturze. O wszystkim dowiedzieliśmy się od uczniów. Pozostaje tylko ocena na ile funkcje takie mogłoby spełniać Muzeum Początków Państwa Polskiego. Wierzę, że rozstawaliśmy się w zgodnym przekonaniu, że MPPP ma ambicję i zasoby by takim miejscem się stać.

Bartek Lis – Latający Socjolog, kurator programu naukowego Muzeum Współczesnego Wrocław, http://barteklis.tumblr.com

ORGANIZATOR:

ę