NASZE DZIAŁANIA

8655745404_81e26f19c0_o
2013-04-17
Pożyteczne nic-nie-robienie
Z Kają Dziarmakowską* rozmawia Agata Nowotny**

AN: Publiczne instytucje kultury mają różne cele – wspierać, krzewić, dostarczać, edukować. Wszystko po to, żeby animować działania, zainteresowania, rozwijać wiedzę i pasję, wspierać interakcje… A Ty mówisz, że ważne jest też nicnierobienie. Czyli, co – mamy być leniwi?

KD: Każdy z nas czasem potrzebuje czasu i miejsca, w którym nic nie musi. To naturalne i potrzebne. W dodatku może być twórcze – z nicnierobienia czasem mogą zrodzić się pomysły, wspólne plany. A nawet jeśli nie, to także w samym nicnierobieniu nie ma nic złego, to oddech, który pozwala na zachowanie równowagi, zbieranie myśli i ruszanie dalej. Podczas nicnierobienia możemy bezcelowo machać nogą, ale możemy też rozmawiać z innymi, czyli – budować relacje. Tymczasem jest tak, że działalność instytucji kultury, nawet tych najbardziej nowoczesnych i będących na czasie, zwykle wiąże się z narzucaniem czegoś. To dawanie węższego czy szerszego wyboru, ale zazwyczaj jest to nakreślona oferta, lista spraw, w które możemy się zaangażować. Młodzi ludzie są na to szczególnie wrażliwi. Znajdują się w okresie życia, kiedy mają potrzebę buntowania się, szukania własnych dróg, odwracania się od wzorców. W tym okresie, nawet najbardziej nowoczesna instytucja, może być odrzucona, tylko dlatego, że jest właśnie instytucją ze swoim (czyli: nie-moim) planem, wizją.

AN: Czy te przestrzenie mają być tylko dla młodych czy mogą też być dla innych grup wiekowych – dorosłych, starszych, dzieci?

KD: Oczywiście takie miejsca mogą być dla wszystkich, cudownie, jeśli powstają przestrzenie, w których dobrze czują się i chcą bywać ludzie w różnym wieku, z różnych grup. Nie muszą robić nic razem, ale choćby patrzeć, obserwować co robią inni, jak to robią. Przyzwyczajać się w naturalny sposób do tego, że wśród nas są ludzie o bardzo różnych stylach życia i potrzebach i że można być razem bez konfliktu. Że to nie zawsze musi być rywalizacja. Inna sprawa to przestrzenie przeznaczone dla młodych ludzi. Z różnych badań wiemy, że potrzeba miejsca bez odgórnego planu właśnie u młodzieży jest bardzo silna. Oni bardzo potrzebują własnego miejsca, które da im poczucie, że mogą coś w nim zmienić sami, ukryć się przed dorosłymi, pobyć razem z rówieśnikami. Zwróć uwagę, że dorośli mają więcej możliwości korzystania z innych miejsc, które są płatne. Bo dorosły dysponuje pieniędzmi – może opłacić wejście gdzieś, zapłacić za kawę w kawiarni. Dorośli mogą też się zrzeszyć, zrzucić się na coś. Są też zwykle dysponentami przestrzeni prywatnej – mogą zapraszać do domu, bywać u znajomych i robić podczas tych spotkań to, na co w tym gronie mają ochotę. Młodzież nie może sobie na to pozwolić.

AN: Czyli przydałby się przestrzenie do nicnierobienia. Jak one mogą wyglądać? Co w nich jest potrzebne?

KD: To trudne, bo z jednej strony te przestrzenie nie powinny mieć jednoznacznego gospodarza lub powinny mieć zbiorowego gospodarza, z drugiej ważne, żeby jednak miały jakieś ramy. Różnie to wygląda w różnych miejscach. Inaczej żyje się w wielkim mieście, inaczej w małym lub na wsi. W dużych miastach jest spora oferta miejsc do bycia razem – to mogą być przestrzenie komercyjne, jak choćby centra handlowe, w mniejszych miastach jest takich przestrzeni dużo mniej. Ale nawet w dużych miastach brakuje miejsc łatwo dostępnych, bezpłatnych, które dawałyby poczucie bezpieczeństwa, miały jakiś standard estetyczny i dawałyby możliwość różnym osobom, żeby poczuć się, jak u siebie.

AN: Dzisiaj takich miejsc nie ma?

KD: Takimi miejscami stają się okolice boisk, szkół, ławki w parku. Znów – inaczej będzie to wyglądało w dużych miastach, a inaczej w małych miejscowościach. Tam częściej funkcję niezobowiązującego miejsca wspólnego pełnią przystanki czy nawet drzewo leżące wzdłuż drogi. Bywa, że takim miejscem wspólnym staje się stara wyrzucona przez kogoś kanapa gdzieś w krzakach. Z tym oczywiście wiąże się wiele zagrożeń – takie miejsca są często po prostu niebezpieczne. Mimo wszystko uważam, że warto myśleć w ten sposób o niektórych przestrzeniach publicznych.

AN: To trudne dla instytucji. Jesteśmy przyzwyczajeni, że instytucja powołana do tego, żeby nam umilać przestrzeń, bierze wszystko na siebie, zleca architektowi i planuje wszystko co do najmniejszego centymetra.

KD: Tu jest inna logika – instytucja powinna umieć oddawać przestrzeń mieszkańcom. Ludzie potrzebują miejsca do spotkania się, pogadania, poplotkowania, ponarzekania. Miejsca, w którym nie trzeba poddawać się nakazom i zakazom – nie trzeba lepić garnków czy wyplatać czegoś albo siedzieć cicho nad książką. Ale też miejsca, które jednak mają swoje ramy i dają pewien komfort przebywania w nich. Tworzenie takich miejsc zawsze będzie związane z dylematem do jakiego stopnia oddać nad nimi kontrolę. Współtworzenie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ niesie ze sobą współodpowiedzialność, wspólną troskę o to, jak nasze miejsce będzie wyglądać i funkcjonować.

*Kaja Dziarmakowska jest badaczką społeczną, członkinią sieci Latających Socjologów na co dzień pracuje w Pracowni Badań i Innowacji Społecznych Stocznia.

**Agata Nowotny jest socjolożką, badaczką społeczności lokalnych i dizajnu. Jest konsultantką sieci Latających Socjologów.

ORGANIZATOR:

ę